Rower w naszej codzienności

Rowery są nieodłączną częścią naszej rodzinnej rutyny. Dają nam swobodę przemieszczania się, kontakt z naturą i wspólnie spędzany aktywnie czas. Dopasowujemy dystans do możliwości dziecka, bez presji na wynik. Czasem potrafią nas zaskoczyć, bo z każdym kilometrem radzą sobie coraz lepiej. Tym razem postanowiliśmy sięgnąć po coś nowego — górską wyprawę do schroniska na Turbaczu, wspomaganą wypożyczonymi rowerami elektrycznymi dla wszystkich.

Siła dziecięcej determinacji

Wiedzieliśmy, że to będzie intensywny dzień. Góry rządzą się swoimi prawami, a kilometry w terenie mają inną wagę niż te na płaskim. Miałam w głowie scenariusz, w którym zawracamy w połowie drogi, ale Stach pokazał ogromną wolę walki. Mimo zmęczenia miał z tego prawdziwą frajdę, a jego duma z pokonanych przeszkód była widoczna na twarzy. To właśnie takie chwile kształtują dziecięcą pewność siebie. I sprawiają, że wiem, iż robimy coś naprawdę ważnego.

Szlak, który stawia wyzwania

Nasza trasa to niebieski szlak „Śladami Olimpijczyków”, rozpoczynający się w Obidowej — miejscu znanym zimą jako doskonale przygotowana trasa biegówkowa. Tuż przy starcie znajdują się płatne parkingi (10 zł za dzień), z których łatwo wyruszyć w kierunku Turbacza. Do pokonania mamy około 10 kilometrów w jedną stronę i około 480 metrów przewyższenia, co już samo w sobie zapowiada wyzwanie, zwłaszcza dla młodszych rowerzystów.

Choć czasem słychać opinie, że na rowerze elektrycznym to „żadna wyprawa”, rzeczywistość wygląda inaczej. Wspomaganie elektryczne nie zwalnia z pedałowania, a trasa, choć z założenia przejezdna, dla dziecka (i nie tylko) bywa wymagająca. Na szlaku spotkaliśmy zarówno wygładzone, utwardzone fragmenty szutrowej drogi, jak i odcinki pełne luźnych, dużych kamieni, które skutecznie spowalniały tempo. Stromizny i częste błotne kałuże — tak typowe dla Gorców — to kolejne przeszkody, które trzeba było pokonywać z uwagą i techniką, często balansując między przyczepnością a próbą ocalenia suchych skarpet.

Oceniam ten szlak jako trudny. Nie ma tu wygodnego asfaltu, tylko naturalny, górski teren, który wymaga dobrej kondycji, skupienia i doświadczenia w jeździe poza utwardzonymi drogami. Trasa prowadzi przez malowniczą Dolinę Lepietnicy, przez Gorzec, Solisko, Rozdziele i Halę Turbacz, aż po schronisko tuż pod szczytem gdzie odpoczęliśmy i zjedliśmy naleśniki z czekoladą — a po drodze co chwilę pojawiają się widoki na Tatry, które skutecznie rekompensują trud wspinaczki. Powrót odbywa się tą samą trasą i jeśli jedziecie z dzieckiem, warto zarezerwować na całość cały dzień — bez pośpiechu, za to z uwagą, odpoczynkiem i czasem na zachwyt.

Zadbaj o przygotowanie

Przed wyruszeniem na trasę warto zadbać o kilka kluczowych rzeczy, które mogą zadecydować o komforcie i bezpieczeństwie całej wyprawy. Najpierw — prognoza pogody. Nie ma nic gorszego niż niespodziewany deszcz w środku górskiej trasy. Zabierzcie ze sobą odpowiednią ilość jedzenia i wody, najlepiej w plecakach z systemem nawadniania — sprawdzają się świetnie, szczególnie na dłuższych dystansach. Pamiętajcie też o energetycznych przekąskach, które dodają siły. Regularne postoje są bardzo ważne: chwila na odpoczynek, łyk wody, spokojne złapanie oddechu. Szlaki często prowadzą przez wiaty postojowe, które idealnie nadają się na taki przystanek. Apteczka — obowiązkowa, podobnie jak pełen zestaw ochronny: kask, rękawiczki, pełne buty i ochraniacze na kolana (te szczególnie dla dzieci przy zjazdach). I właśnie — zjazdy. To one są najtrudniejsze, nie podjazdy. Wymagają techniki, koncentracji i opanowania. Ale to też momenty, w których uczymy się najwięcej — o sobie, o dzieciach, o ich możliwościach. Nie zapominajcie o wspierającym słowie — to ono nieraz potrafi dodać najwięcej siły.

Doświadczenie z rowerem elektrycznym dla dziecka

Przyznaję — podchodziłam do rowerów elektrycznych dla dzieci z dużą rezerwą. W mojej głowie pojawiały się pytania: czy rzeczywiście są potrzebne? Czy nie odbierają wysiłku i samodzielności? Do tego cena, większa waga, technologia, która wydaje się zbędna, gdy mamy sprawne, lekkie rowery analogowe, które w pełni odpowiadają naszym codziennym potrzebom. Sama przecież nadal jeżdżę na klasycznym rowerze. Ale ograniczenia są realne: nasze siły, kondycja dzieci, chęć wyruszenia dalej, wyżej — w teren, który zwykle pozostaje poza zasięgiem. I właśnie dlatego sięgnęliśmy po woom UP 5. Ten rower otworzył nam zupełnie nowe możliwości wspólnej jazdy w górach. Jego geometria jest przemyślana pod kątem dziecięcej anatomii — a to ma ogromne znaczenie. Stach, choć mieści się w dolnej granicy rozmiarowej, radził sobie w terenie znakomicie. Jazda była płynna, pewna, a przede wszystkim dawała mu realną frajdę. Waga niecałe 16 kg przy kołach 24” nie przeszkadzała, a wspomaganie — miękkie, intuicyjne, z czterema poziomami. Co więcej, po całej trasie — łącznie 40 km (mieszkamy w pobliżu i nie przewoziliśmy rowerów samochodem), z czego 10 km to wymagające podjazdy — bateria zużyła tylko dwie kropki z pięciu. I to utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeśli planujemy rodzinne wyprawy rowerowe, nie tylko w góry, to warto temu modelowi przyjrzeć się bliżej. Bo może nie jest niezbędny — ale na pewno daje więcej przestrzeni na wspólną przygodę.

Wspólna droga, która buduje relacje

Choć Turbacz znamy od lat, ten dzień był inny. Bo pokazaliśmy go naszemu synowi w nowy sposób — poprzez wspólny wysiłek, emocje i rowerową przygodę. To nie dystans był najważniejszy, ale fakt, że zrobiliśmy to razem. Że pokonaliśmy trudności, że byliśmy blisko, że dzieliliśmy radość. Nie liczy się ilość kilometrów. Liczy się wspólny rytm, aktywność i bycie obok.

Jeśli szukasz kolejnej inspiracji na rodzinną wyprawę rowerową, zajrzyj do wpisu: Rowerowa przygoda w sercu Pienin – Velo Dunajec.

A przy okazji — ogromne podziękowania dla woombikes za możliwość testowania roweru woom UP 5. Sprawdził się znakomicie i otworzył przed nami nowe szlaki.